Od pewnego już czasu zastanawiam się nad pewną kwestią, mianowicie, czy idealne ciało jest zawsze idealne?
Nie uważam, żeby moje ciało było idealne, bo ciągle nad nim pracuję, i wydaje mi się, że jeszcze trochę do perfekcji mu brakuje. Ale są takie lustra, w które patrzę z przyjemnością, bo moje ciało wygląda w nich niezwykle apetycznie. Nie ma żadnej niedoskonałości, skóra jest pięknie napięta, a mięśnie (na razie!) delikatnie zarysowane. Ale są też i tak odbicia w lustrach, od których odwracam się z obrzydzeniem, bo widzę za swojej skórze jakieś dziwne bruzdy, przypominające cellulit...
I wtedy właśnie zadaję sobie to pytanie: czy idealne ciało jest zawsze idealne? Oczywiście nie chodzi mi tutaj o zdjęcia wyretuszowanych pań, które można znaleźć wszędzie. Raczej ma na myśli sytuację dnia codziennego. Ostatnio przyglądałam się koleżance, która jest trochę szczuplejsza ode mnie i zauważyłam, że na jej udach pojawiły się bruzdki, takie jak czasami na moim odbiciu lustrzanym. Do tej pory zawsze mi się wydawało, że jeśli ktoś nie ma nawet 0,1% nadprogramowej
tkanki tłuszczowej, to musi zawsze wyglądać dobrze! A więc ja powinnam jeszcze bardziej nad sobą pracować. Tym czasem, może wcale tak nie jest....
Tylko wtedy, któremu odbiciu w lustrze wierzyć?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zapraszam do komentowania, ale ostrzegam, że wszystkie obraźliwe komentarze nie będę publikowane!